jak nie tak to jak

Wpis

wtorek, 26 kwietnia 2016

zdrowie(najwazniejsze)

Dawno mnie nie było. Pewien rozdział postanowiłam zamknąć dlatego usunęłam poprzednie wpisy. Teraz ze względu na to co sobie zrobiłam chce skupić się na czymś innym...

 

Panuje nowy trend - bycie FIT. Kobiety jak i faceci zmieniają styl życia, odżywiają się zdrowiej, uprawiają sport. Niektórzy robią to rekreacyjnie bez udziału osób trzecich ( mam tu na myśli trenerów personalnych czy dietetyków). Druga grupa to właśnie fanatycy którzy podporządkowali całe swoje życie siłowni i diecie. Swoje nawyki zmienili ze względu na zalecenia trenerów czy dietetyka. Poza rozpisanym treningiem, który codziennie realizują na siłowni, dietą, którą trzymają nawet w pracy potrafią na tyle zaufać "specjalistom" by powierzyć im swoje ZDROWIE. Czy to jest tego warte? Czy naprawdę piękne ciało jest ważniejsze niż nasze relację z rodziną i innymi?

Niestety większość nie umie podzielić tego "hobby" z innymi obowiązkami. Dla sylwetki poświęca się czas dla dziewczyny/chłopaka, męża/żony czy dziecka. Brak rozmowy, czasu na chwilę RAZEM oddala. Co potem ? Rozstanie, kłótnie, zwady ... Sylwetka zostanie ale czy człowiek został stworzony aby żyć w samotności??? ...

Patrzę dzisiaj na siebie. Za co ja pokochałam siłownie i wszystko z nią związane... Fakt, że mam obsesję na punkcie swojego wyglądu. Wynika to z  bycia puszystym dzieckiem i przezywanym przez rówieśników. Kiedy zaczęłam dbać o siebie zmieniłam się. Całe moje życie podporządkowałam wyglądowi. Dieta i sport - sport i dieta... Moja mantra. Boże. Tylko szkoda że uważałam, że trzeba mało jeść a dużo ćwiczyć. Jak zgadujecie miałam niedowagę, anemię non stop kłopoty ze zdrowiem. Potem nastąpiła zmiana. Pokochałam ciężary i w końcu postanowiłam wykupić dietę od trenera. Moja euforia była ogromna. Chodziłam po siłowni z wydrukowanym treningiem i dumnie ćwiczyłam. Efekty przyszły tylko, że inne niż oczekiwałam. Mój wygłodniały organizm łapał kalorie jak pojebany. Przez mój tryb jaki prowadziłam w ciągu miesiąca przytyłam 16 kilo.... Depresja, smutek i zniechęcenie. Kolejna nowa dieta i trening - efekty powolne i znowu zniechęcenie.... Po raz trzeci nowy trener i trening z dieta.... eh... Moje nadzieję umierały.... Wróciłam na studia. Przez zajęcia na uczelni zbytnio nie myślałam o tym wszystkim. Potem mój chłopka mając dość mojego narzekania zaprowadził mnie do świetnego gościa. Po pierwszych dwóch tygodniach ... szok kg leciały. Trzymałam się wszystkich wytycznych. Codziennie wcześnie wstawałam gotowałam na cały dzień posiłki i leciałam przed zajęciami na siłownie a potem jeszcze praca. Byłam szczęśliwa.

Pewnego dnia przez przypadek spotkałam kumpelę. Dawno się nie widziałyśmy więc umówiłyśmy się na spotkanie. Jak można zgadnąć było dużo alkoholu i na koniec kebs.... Tak było przez miesiąc. Mój organizm odwdzięczył mi się za to... Efekt jojo:) Miałam za swoje. Na własne życzenie tak się stało... W tedy odpuściłam dietę... Wróciłam do tego wszystkiego po wakacjach... Z nowym trenerem.

Ufałam mu od początku bo wiedzę jaką posiadał nie szło znaleźć w internecie. Miał łeb. A jego podopieczni - SZOK. Po 2 miesiącach byłam odmieniona. Kolejne 2 miesiące nowa kobieta. Tym razem nie odpuszczałam - mówiłam nie gdy ktoś nie namawiał do "grzechu". Nawet kupowałam wszystkie suplementy ( duża pomoc mojego faceta <3 ). Ostatnio miałam zmianę planu i treningu. Dodatkowo pojawiła się nowość. Spalacz tłuszczu ale nie taki dostępny w sklepie. EVA - miała w sobie kofeinę, aspirynę, efkę i yohimbinę. Z racji mojego zaufania do trenera brałam i czułam efekty jednak... Zaczęły się problemy ale o tym w kolejnym poście.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
zagubionawewlasnymzyciu
Czas publikacji:
wtorek, 26 kwietnia 2016 19:37

Polecane wpisy